życie codzienne i niecodzienne pewnego lekarza...
Blog > Komentarze do wpisu
czekanie na śmierć

Już podczas pierwszego z dwu weekendowych dyżurów wiedziałem, że spodziewany jest zgon pana Władysława. Staruszek ostatnio coraz bardziej pogrążał się w demencji. Rodzina w ostatniej chwili zrezygnowała z wysłania go do szpitala. Sympatyczny, drobny mężczyzna; z wojny wrócił bez ręki. Teraz ma pewnie zapalenie płuc - pomyślałem, analizując dość enigmatyczne dane o jego dolegliwościach (na wizytę domową pojechał tam sam Szef, ale nie rozmawiałem z nim na ten temat).

Zięciem pana Władysłwa jest nasz kierowca, pan Mirek. Rok młodszy ode mnie, od roku walczy z rakiem... nie, już nie walczy. Poddał się, nikogo nie chce widzieć.

Dziś rano budzi mnie Tadeusz, przejmujący dyżur, noc była spokojna. Robię herbatę... telefon. Wyjazd do pana Władysława. Do stwierdzenia zgonu.

Miałem jechać do taty zaraz po dyżurze, ale najpierw jadę do domu - po termowentylator. Dzwonię do taty, od razu czuję, że nie jest dobrze. Prosi, bym przyjechał później, jak będzie kuzynka, która się nim opiekuje.

Tata jest nieswój, zastaję go skulonego na krześle, o które opiera się kula. Zmizerniał. Był blady i osłabiony, kiedy go oddawałem do pierwszego szpitala, ale o własnych siłach przeszedł kilkaset metrów - bliżej do Izby Przyjęć prywatnym autem podjechać nie wolno. Teraz lękliwie kuśtyka, najchętniej z chodzikiem. Czy powikłania po zabiegu embolizacji się cofną?

Wreszcze mówi otwarcie o tym, co go gryzie: nie wie, jak przetrwa zimę. Na ojcowiźnie nie ma opału, ani nawet siły palić w piecu. W bloku sam, na czwartym piętrze... tego wariantu nawet nie bierze pod uwagę. Pyta, czy załatwię mu miejsce w przytułku...

Tato, jeśli będziesz potrzebować opieki, zamieszkam z tobą...

Czekał na te słowa. Obiecał mi mobilny internet. Nie, laptopa nie potrzebuję, tato... Nie dawaj mi też kluczyków od swojego auta.

Po powrocie do domu mam telefon od Marii. U jej ukochanego wujka znów się odezwał rak płuca, pyta mnie, czy ma się poddać chemioterapii. Radziła się kilku specjalistów, byli brutalnie szczerzy: może nie przeżyć tej kuracji. Prosi mnie, bym go zobaczył, porozmawiał z nim. Mam raczej smutne wspomnienia z oddziału, gdzie chorzy na raka płuc dostawali chemię.  Umówiliśmy się na jutro.

To będzie trudny dzień.

 

niedziela, 05 września 2010, dr_bloger

Polecane wpisy

  • przebłysk

    Wczoraj Ewa nie dała wyraźnego znaku, że odbiera naszą obecność. Zmęczeni podróżą i szukaniem po zmroku szpitala, zanocowaliśmy u Ewy - w domu, do którego już n

  • wnerw od samego rana

    Najpierw tata zaczął chrząkać o siódmej, potem (jak się przekonałem, że nic nie potrzebuje i chciałem dalej spać) - zaczęli motorowi kosiarze. W sklepie nie prz

  • nowe zmartwienia

    Wczoraj byłem na pięknej wycieczce w górach - na Klimczoku, pogoda po rozejściu się porannych mgieł była cudowna. Dzisiaj tata markotny, znów zagorączkował. Pon

  • Czekanie z Tatą…

    Najtrudniejsze jest czekanie. Najczęściej postrzegamy czekanie intuicyjnie,  jako ten czas, który oddziela nas od spodziewanego zdarzenia; od chwili, kied

  • #lapjaja

    #lapjaja Jeśli jesteś młodym facetem między 20 !! a 40 rokiem życia złap się za jaja - lewe i prawe. Wcześnie wykryty rak jest uleczalny. Nie ma sensu umiera

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: aldafryc, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/09/05 22:59:23
Smutne to...
-
2010/09/05 23:09:05
Taki bywa ten zawód...
-
2010/09/05 23:19:54
No, tak, ale to nie Ty umierasz. Możesz tylko pomóc innym w godnym odejściu. Wróć - nie "tylko". To bardzo ważna posługa. Decyzji za nikogo nie podejmiesz, ale możesz podzielić się uczciwie wiedzą. Ten, który ma w sobie pragnienie walki i życia wyłapie z tej wiedzy fakty, które mu w tej walce pomogą. Jeśli natomiast człowiek jest zmęczony życiem i nie cieszy go już ono - przeciwnie.
Wiem, że to co piszę jest brutalne i może się wydać nieludzkie, ale czy można wymyślić coś sensowniejszego?
-
2010/09/06 00:21:31
..współczuję tych emocji i przeżyć..
-
Gość: , *.140.100-84.rev.gaoland.net
2010/09/06 13:51:04
Wszystko dla korzyści pacjenta, z czcią i wiarą o ''lepsze jutro''.
Nasz doktor jest zdrowy jak rydz, współczuje tym, co się od niego różnią. Ma zaskakująco bardzo dobre pojęcie o tych sprawach... Wie, że praktyka zawodowa nie polega acz tylko na aplikowaniu mnóstwa leków i to się chwali. Lubi robić eksperymenty, wszystko z humorem. Lekarze lubią robić obserwacje psychologiczne i czasem w pogoni za nimi ulegają pokusie wygłaszania własnych proroctw, którym często zaprzecza życie albo śmierć. Zapewne trzeba uważać na takie darmowe przepowiednie, ale teraz nikt już tak nie pisze, takich zabawnych, prześmiewczych rzeczy. I jak to wszystko czytam, zaczynam wierzyć w zbędne formalności w sytuacji, kiedy w grę wchodzą wielkie sprawy życia i śmierci. Jedyna droga to starać się wszelkimi sposobami, pośrednio i bezpośrednio, ograniczać i urozmaicać . Wszelki niepokój byłby niewskazany. Nasz doktor wie wszystko o życiu i śmierci: zabawny jest człowiek ze swoimi przeświadczeniami, złudzeniami, urojeniami. No cóż, wszyscy robimy taki czy inny użytek z wyobraźni.
'' Nie, nie wyobrażam sobie nic przyjemniejszego, niż widok tłumu spadkobierców w żałobie. Zdumionych, wstrząśniętych i biednych. Z markotnymi minami słuchających długiego testamentu. Który pokazuje im figę i odprawia z niczym. Aby ujrzeć tak wyraźnie ich głęboki żal, chętnie powrócilibyśmy nawet z tamtego świata;)))
-
2010/09/06 20:24:43
Powinni ci tego bloga wydać. Albo nagrodzić. Nie brzmi to zbyt dobrze, ale nie wiem, jak inaczej to ująć: świetna notka. Poruszająca.
-
2010/09/06 20:48:58
Napisało ją życie...
Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!