|
wtorek, 17 stycznia 2012
nasze maleñstwo
... przysz³o na ¶wiat w pi±tek, 13 stycznia, w szpitalu w Trzyñcu. Ewa Krystyna jest zdrowa. Cicho pop³akuje, niepewnie rozgl±da siê doko³a, jakby chcia³a spytaæ: nie gniewacie siê, ¿e tu jestem?
Moja malutka... uspokajasz siê, kiedy biorê ciê na rêce. Przecie¿ mnie poznajesz, od miesiêcy s³ysza³a¶ mój g³os. I ja ten twój odró¿niam w telefonie od g³osu ma³ej Krystynki spod okna, która urodzi³a siê dzieñ po tobie. A ten ¶wiat za oknem, góry...
Zobaczysz, jest ogromny i wcale nie jest z³y. Cieszê siê na wspólne chwile, jak pierwszy raz pójdziemy do lasu, jak bêdziesz wielkimi ze zdziwienia oczami ogl±daæ ¿abê, kwiat... ¦nieg zobaczysz pewnie jeszcze tej zimy. Rano pojedziemy do domu. Ty - w wiklinowym koszu, obok starej maszyny do szycia, mo¿e stuletniej Singerki, jak± mia³a kiedy¶ moja babcia. To jedyny dar, jaki dostali¶my z okazji twojego przyj¶cia na ¶wiat. testament Ewy
Pamiêtam ostatni± rozmowê z Ew±. Le¿a³a w klinice w Krakowie, by³o to nied³ugo po naszej pa¼dziernikowej wizycie u niej w domu, w Beskidzie Niskim. Kiedy odje¿d¿ali¶my, zauwa¿y³em w kuchni wykaz telefonów komórkowych wszystkich cz³onków rodziny i zapyta³em, czy mogê odpisaæ sobie numer Ewy. Zadzwoni³em tylko raz. G³os Ewy by³ zatroskany, spowolnia³y. Chyba czu³a, ¿e ga¶nie ostatnia nadzieja, ¿e wkrótce odejdzie na zawsze. Powiedzia³e¶ ju¿ o tym swojej mamie? Pamiêtaj, nie zwlekaj z tym... By³a o nas zatroskana. Ucieszy³a siê, widz±c (po raz pierwszy i zarazem ostatni) Danê: nie trzeba by³o nic wyja¶niaæ. Oczekujemy dziecka... Dopóki ¿y³ tata, dramatyczna walka o jego ¿ycie na tyle mnie wyczerpywa³a, ¿e nie mia³em si³y porozmawiaæ z mam±. Wiedzia³em, ¿e nie bêdzie to ³atwa rozmowa, mama Danê od pocz±tku odrzuca³a. Mia³a ¿al, ¿e teraz robi z t± kobiet± to, co zawsze robi³ ze mn± - tzn. wêdruje po górach, lasach i dolinach? Testament Ewy wype³ni³em tu¿ przed jej pogrzebem. Musia³em, by mog³y nad jej grobem stan±æ te dwie kobiety. Ewo, mia³a¶ racjê. To nie by³o i nie jest ³atwe. Ale chcê byæ dobrym ojcem i dobrym synem.
sobota, 07 stycznia 2012
u koñca dy¿uru
... zmêczony jestem bardziej blogowaniem (dok³adniej: blogowymi awanturami) ni¿ sam± dzia³alno¶ci± lecznicz±. Tej ostatniej by³o co kot nap³aka³... ale i tak wiêcej, ni¿ w przeciêtn± sobotê. Przyjecha³a Dana. Autobusem, choæ zostawi³em jej Fiestê. Znowu akumulator! Chyba siê sam roz³adowuje, bo tych 70 mA, które ci±gnie nieznane urz±dzenie, za 3 dni zabierze ledwie kilka Ah. Oboje martwimy siê, jak podo³amy wyzwaniom najbli¿szych dni. W ¶rodê zawo¿ê Danê do szpitala.
pi±tek, 06 stycznia 2012
sukces? nie chce siê wierzyæ...
Spo³eczeñstwo ponoæ w wiêkszo¶ci opowiada siê po stronie lekarzy w obecnym sporze... No i dobrze robi, bo te chore przepisy chyba najbardziej samym pacjentom szkodz±. Je¶li lekarz zacznie drobiazgowo sprawdzaæ wszystko, za co ma byæ odpowiedzialny, to przy obecnym ba³aganie administracyjnym powstanie efekt strajku w³oskiego. Nowa ustawa mo¿e przynie¶æ i pozytywne skutki, ale wymaga zasadniczej korekty, je¶li chodzi o sposób wydawania recept i odpowiedzialno¶æ za ubezpieczenie pacjenta. Ale mówiê otwarcie - jestem zdziwiony. Antylekarska kampania medialna ma tradycje co najmniej tak d³ugie, jak III RP, a i sami lekarze wiele zrobili, by podkopaæ presti¿ swojego zawodu. Doktór ma dy¿ur trzydniowy. Na razie jest spokój, wiêc w kimono...
niedziela, 01 stycznia 2012
dy¿ur z procentami
... i Dan± pod pach±. Procenty... no, by³ szampan s³ynnej marki Carskoje Igristoje, ale doktór szuka³ innych procentów - tych, co siê ma pisaæ na receptach, oznaczaj±cych stopieñ refundacji. W necie nic konkretnego, a przy tym aktualnego - nie ma. O protestach, obawach - owszem. No to doktór jest ympotêt. Recepty nie wypisze. Chyba, ¿e mu pacient powie, jak siê to robi. Przez sen wypowiedzia³ doktór jakie¶ ¿eñskie imiê, co wywo³a³o zrozumia³± reakcjê Dany, ¶pi±cej obok - na pod³odze doktorowej pseudo-dy¿urki. Ha, ale doktór mia³ na my¶li pralkê automatyczn±. W tê dziedzinê bowiem wkroczy³ z zapa³em ma³ego ch³opca (jednak siê uda³o, kolejny raz w ¿yciu...). Niezbyt dobrowolnie, po prostu pralka nawali³a i trzeba by³o siê dokszta³ciæ. Doktór chyba siê min±³ z powo³aniem, bo pralkê naprawi³, poprawiaj±c powa¿ny b³±d, pope³niony przez kogo¶ innego przy wcze¶niejszej naprawie. Podobne sukcesy w dzia³alno¶ci lekarskiej zdarzaj± siê doktorowi dosyæ rzadko. ... za oknem nadal s³ychaæ petardy. Szczê¶liwego Nowego Roku. Dla doktora chyba nie bêdzie gorszy od poprzedniego. Pora odbiæ siê od dna.
sobota, 24 grudnia 2011
nasza pierwsza choinka
Dana krz±ta³a siê w kuchni, ja wyskoczy³em na cmentarz. Ju¿ siê ¶ciemni³o, na wiêkszo¶ci grobów pali³y siê ¶wiate³ka. Zapali³em dwa znicze na grobie taty i ruszy³em nieznan± drog±, prowadz±c± od cmentarza do s±siedniej wsi. Na pierwszym skrzy¿owaniu skrêci³em w górê, w stronê lasu. W mie¶cie od wczoraj ¶nieg niemal zupe³nie roztaja³, tutaj - bia³o, choæ te¿ zaczynaj± siê roztopy. U wej¶cia do lasu zostawi³em auto; po chwili marszu zboczy³em z le¶nej drogi na ma³± polankê, gdzie t³oczy³y siê ma³e ¶wierczki. Tak gêsto nie mog± rosn±æ, wiêc nie wyrz±dzê szkody, wyrywaj±c jeden. Po kilku minutach w skostnia³ych rêkach trzyma³em trofea: ma³e drzewko i dwie ¶wierkowe ga³êzie. Brodz±c w rozmiêk³ym ¶niegu, wraca³em do naszej rozklekotanej Fiesty. Wys³a³am ciê po parê ga³±zek, a ty mi niesiesz pó³ lasu - us³ysza³em na powitanie od Dany, panieruj±cej boczniaki. Karpia usma¿y³a, nim wróci³em ze swej cmentarno-le¶nej eskapady.
niedziela, 27 listopada 2011
na pogrzeb Ewy
Jedziemy na pogrzeb, ale nie nasz w³asny (wiêc nie bêdê jecha³ ostro). Ledwo to powiedzia³em, auto wpad³o w po¶lizg, zatrzyma³o siê przy przeciwleg³ym krawê¿niku. Z drugiej strony skrzy¿owania sta³ autobus miejski. Jego kierowca najwyra¼niej nie móg³ siê zdobyæ na wjazd na ten oblodzony i stromy odcinek. Po 5 godzinach dojechali¶my cali i zdrowi, choæ trochê spó¼nieni. Ewê przyszed³ po¿egnaæ jej bia³y koñ. Prowadzony po skraju wiejskiego cmentarza, r¿a³ co chwilê. A w tle - srebrn± szadzi± pokryte góry.
Tak trudno uwierzyæ, ¿e ju¿ nigdy nie zobaczymy Ewy, nie us³yszymy jej szelmowskiego g³osu. Czy ten pies gryzie? Nie, po³yka ludzi w ca³o¶ci. By³a jak s³oñce, promieniowa³a na innych pogodê i ciep³o. Tak bardzo polubi³a Danê... Dbaj o zdrowie, ciesz siê ka¿dym dniem - ju¿ wtedy wiedzia³a, ¿e mo¿e nie wygraæ swej walki z nowotworem.
czwartek, 24 listopada 2011
Ewa umar³a
24.11.11 13:51 Ewa kom. Mama zmar³a dzisiaj o 11.15
Wiadomo¶æ wys³a³a z jej telefonu chyba córka...
poniedzia³ek, 14 listopada 2011
przeb³ysk
Wczoraj Ewa nie da³a wyra¼nego znaku, ¿e odbiera nasz± obecno¶æ. Zmêczeni podró¿± i szukaniem po zmroku szpitala, zanocowali¶my u Ewy - w domu, do którego ju¿ nie wróci... Dzi¶ rano, przed odjazdem, postanowili¶my jeszcze raz zagl±dn±æ do niej - na oddzia³ paliatywny. Nagle wypowiedzia³a moje imiê. Tak bardzo ciê potrzebujê... ratuj mnie... Po chwili przysz³a pielêgniarka z zastrzykiem morfiny. Ewa znów powoli zaczê³a odp³ywaæ w swój ¶wiat. Do roboty spó¼ni³em siê godzinê. Tê godzinê, któr± spêdzi³em przy ³ó¿ku Ewy. Mimo, ¿e potem jecha³em do¶æ dziko, staraj±c siê nadrobiæ czas. Dwa razy ryzykownie wyprzedza³em. ¯eby byæ u celu mo¿e dwie minuty wcze¶niej? Poczekalna pe³na pacjentów, nie wypada parzyæ herbaty, choæ sucho w ustach. Mê¿czyzna w ¶rednim wieku, na chwilê przyjecha³ z Hiszpanii, gdzie pracuje. Zasta³ matkê ciê¿ko chor±. Rak, przerzuty, wodobrzusze. Tak nagle, najpierw by³y zaparcia, to pani doktor poleci³a otrêby... Kilka miesiêcy chud³a, potem szpital - i diagnoza. Czy pana mama wie, ¿e jest ¶miertelnie chora? Nie. Bêdzie mia³ trudne zadanie.
niedziela, 13 listopada 2011
Ewa umiera
Dostaje du¿e dawki morfiny. Nie zawsze poznaje najbli¿szych. Chyba trzeba siê pospieszyæ, je¶li chcemy j± jeszcze zobaczyæ. Ewa... jakim¶ dziwnym trafem mia³a ostatnio 55 lat, nadal taka dziewczêca, wrêcz ³obuzerska... Tyle mia³a planów, rozpoczêtych obrazów... Taki dzieciêcy apetyt na ¿ycie... Dana jest teraz w Czechach, u swej mamy. Bardzo j± zasmuci³y wie¶ci o Ewie. Wiedzieli¶my, ¿e ma raka, ale by³a jeszcze nadzieja. Teraz ju¿ wiem, ¿e nigdy ju¿ nie wróci to, co by³o. Nie wstanie z ³ó¿ka, nie odpowie na SMS-a. Najwy¿ej na nas popatrzy. Dlaczego tak rzadko siê spotykali¶my? No tak, daleko mieli¶my do siebie. I wydawa³o siê, ¿e nam to nie ucieknie. Tak cz³owiek wiecznie za czym¶ biega, nie ma czasu na ¿ycie. I nagle przychodzi ¶mieræ. To ju¿? - pytamy w os³upieniu... Ona nas nie s³ucha, chwilê cierpliwie czeka, by dotar³o do nas, ¿e pora i¶æ...
wtorek, 08 listopada 2011
doktór w k±cie
... konsumowa³ wieczerzê sw±. Kto¶ pewnie my¶la³, ¿e go do k±ta postawili za skandaliczne s³ownictwo. No, pyskowaæ doktór umie. Wiê¼niowie dzi¶ maj± pokoje do kopulacji, a doktór tu nie ma dy¿urki - to powiedzia³ w obecno¶ci pacjentów, na ca³± poczekalniê. Po zlikwidowaniu dy¿urki przeniós³ siê na weekend do pustego w tym czasie gabinetu neurologa. Ale i ten zlikwidowano, pewnie by³ za ma³y i nie spe³nia³ europejskich norm. W pomieszczeniu urz±dzono masarniê, tzn. gabinet masa¿ysty. Logicznie, gabinet neurologa przesuniêto do przepastnego by³ego gabinetu masa¿u. Doktór popadnie swe dwie bananówki, jak tylko opustoszeje poczekalnia. ¯ycie jest chwilami ma³o zabawne. To dlaczego ludziom nie chce siê umieraæ? Stale na co¶ licz±... Przychodniane dylematy nale¿± do najmniejszych w doktorowym ¿ywocie. O tych wiêkszych nie chce mu siê pisaæ. Zapalenie zatok jakby ustêpowa³o...
niedziela, 06 listopada 2011
zapalenie zatok
... trapi doktora na dy¿urze. W³asnych zatok, gdyby kto pyta³. Na szczê¶cie, pacjentów jak na lekarstwo. Smarka rop±, ³ebsko boli. Doktór se rano poszed³ do apteki po antybiotyk. I zaleg³ w gabinecie, który w weekend jest wolny. A czemu doktór nie jest na Chorobowem? No, bo jak siê robi na czarno, to siê to nie op³aca. A poza tym w robocie ma siê wiêcej spokoju, ni¿ w domu. Ta robota ma okre¶lone zalety. Dlatego siê jej doktór trzyma. Póki mu siê to karkuluje.
pi±tek, 04 listopada 2011
doktora wyjebali
... z dy¿urki. Po prostu: pomieszczenie wynajmuj± jakim¶ prywaciarzom. Doktorowe klamoty znalaz³y siê na korytarzu. Kwa, na znak protestu to se chyba raz wezmê zimowy ¶piwór. I bêdê dy¿urowaæ przed przychodni±. Guj im w gupê.
sobota, 29 pa¼dziernika 2011
pan doktór jest chory
... ale nie le¿y w ³ó¿eczku. Do dyspozycji ma tylko kozetkê w swej dy¿urce. Ech, nie by³o jak w Czechach, z Dan±. W pakamerze jej taty, pod lasem. W zacisznym k±cie sta³o prawdziwe, przytulne ³o¿e ma³¿eñskie. Ko³dry by³y raczej jednoosobowe i niekompatybilne formatem z naszymi cia³ami. Ale nie tam z³apali¶my przeziêbienie, choæ noce by³y bardzo zimne. A herbatê gotowaæ trzeba by³o na piecyku, opalanym patykami z pobliskiego lasu. Jak siê w nim napali³o, mo¿na by³o w jego pobli¿u tañcowaæ, zanim udali¶my siê do naszego wspania³ego ³o¿a. Do rana piecyk by³ zimny, wiêc nikomu za bardzo nie chcia³o siê z ³ó¿ka wychodziæ. Ale chcemy jeszcze przed zim± wróciæ do tej zapad³ej wioski w zachodnich Czechach. Tak zapad³ej, ¿e w weekendy nie je¼dzi tam ¿aden autobus. Najpierw mo¿e jednak pojedziemy do Ewy. Le¿y w szpitalu. To ju¿ chyba jej ostatnie tygodnie. dana napisa³(a): je mi to moc líto [¿al], ¹koda, ¾e jsem jí nepoznala døíve [wcze¶niej] Ewuniu... nie odchod¼... Tak nam by³o z Tob± dobrze...
czwartek, 20 pa¼dziernika 2011
doktór na Czantorii
... by³ dzi¶ - tzn. wczoraj. Po drodze za³o¿y³ sobie konto w czeskim banku. Kto u¿ywa mBanku, wie o co chodzi - obs³uga internetowa, podstawowe funkcje gratis, ale w czym jest figiel - nie robi± trudno¶ci obcokrajowcom. Mo¿e tym razem bank nie zniknie wraz z doktorow± fors±, jak to niedawno zrobi³a pewna s³owacka spó³ka. Wczoraj by³o s³onecznie, dzi¶ ju¿ nie. Ale dobrze, ¿e nie pada³o. Smutne, ¿e zlikwidowali wieczorny autobus, doktór by nie mia³ jak wróciæ, ale zostawi³ sobie auto. Ha, wymy¶laæ wycieczkê tak, by wróciæ do swego samochodu - to dla mnie jak dla cz³owieka, który nie ¿y³ w PRL, kupowaæ cukier na kartki. Albo jeszcze gorzej. To ju¿ bym wola³ te kartki. Po drodze zadzwoni³em do Dany, z miejsca, gdzie w maju gotowali¶my herbatê. Jutro do niej przyjadê; Dana jest w Czechach, w rodzinnych okolicach Pilzna.
poniedzia³ek, 10 pa¼dziernika 2011
doktór g³osowa³
na Palikota, tzn. na jego ludzi. Dlaczego: Palikot jest tak beszczelny, ¿e mówi na g³os to, co inni sobie tylko my¶l±. ... kiedy to do licha by³o, ¿e ludzie my¶leli sobie swoje, ale woleli byæ po cichu?
¶roda, 05 pa¼dziernika 2011
dzielna Ewa, biedna Ewa...
Po kilku godzinach jazdy autem dotarli¶my w sobotê do ma³ej miejscowo¶ci w Beskidzie Niskim. Przed Nowym S±czem kierownicê przejê³a Dana, po tym jak ze dwa razy o ma³o nie wpad³em do rowu, fotografuj±c podczas jazdy. A by³o co, pogoda dopisa³a, krajobrazy pyszne... Ewa czeka³a na nas w ³ó¿ku, z chust± na g³owie. Jak dawniej u¶miechniêta, rozgadana. Tylko czasami wtr±ca³a, jakby od niechcenia: bojê siê. W stajniach 40 koni, w pracowni zaczête obrazy. Wie¶æ o raku przysz³a jak grom z jasnego nieba, w same urodziny. ¯artuje, ale dobrze wie, ¿e gra toczy siê o wielk± stawkê. I jest przygotowana na wszystko. Dobrze, ¿e dzieci s± ju¿ du¿e. Przyjechali¶my, by j± odwiedziæ w chorobie. Nie tylko po to. Wiedzia³em, ¿e i nam doda si³. Nie pomyli³em siê. Dwa dni spêdzili¶my na S³owacji, ¶ci¶lej: urz±dzali¶my sobie wypady. Pieszo i autobusem, bo nasza Fiesta bez badañ, pierdz±ca wniebog³osy i z ³ysiej±c± opon± nie powinna siê pokazywaæ s³owackiej policji. A zreszt±... Jak piêknie jest powoli obni¿aæ siê w¶ród ³±k do ma³ej wioski w dolinie, z cerkiewk± ukryt± w¶ród drzew. Posiedzieæ w gospodzie u piwa, wracaæ przez las po zmierzchu, s³ysz±c godowe ryki jeleni. Jeszcze wrócimy w te strony, Dana by³a oczarowana. Jak to powiedzia³a Ewa? Zawsze bêdziecie mogli tu je¼dziæ. Mam nadziejê, ¿e jednak do niej.
pi±tek, 30 wrze¶nia 2011
i pochowa³em tatê...
Na pogrzeb przysz³o mniej ludzi, ni¿ oczekiwa³em. Wzruszy³em siê jednak, kiedy przy grobie podesz³a do mnie grupka staruszków: my jeste¶my jego kolegami z matury. O ¶mierci taty dowiedzieli siê z mojego telefonu. Specjalnie zaplanowa³em pogrzeb w pó¼niejszym terminie, by wyszukaæ jak najwiêcej tatowych kontaktów i daæ szansê po¿egnania taty wszystkim, którym jego pamiêæ by³a bliska. Niestety, nie mogli pój¶æ na stypê. Dzisiaj chcia³em uregulowaæ rachunki u pogrzebacza, ale znowu by³ pijany. Wszystkie hieny pogrzebowe nie¼le nas oskuba³y. Spadkowe sêpy te¿ ju¿ zaczynaj± kr±¿yæ. Jutro rano jedziemy z Dan± do Ewy. Zanim pójdzie na kolejn± chemiê.
czwartek, 29 wrze¶nia 2011
nad grobem
Wczoraj wieczorem zaszli¶my na cmentarz. Grób dziadków by³ ju¿ przygotowany na pogrzeb taty. W milczeniu spogl±dali¶my na spiêtrzon± wokó³ grobu glinê. Deska na dnie wykopu pewnie kryje pod sob± ko¶ci dziadka. Cisza wiejskiego cmentarza z górami w tle, ch³ód jesiennego zmierzchu i ciep³a twarz Dany. Zanuci³em jej piosenkê Bogus³awa Meca nie biegnij tak bez wytchnienia, na koñcu jest tylko ziemia...
niedziela, 25 wrze¶nia 2011
jedno wesele i pogrzeb
Nie mia³em pojêcia, ile formalno¶ci trzeba za³atwiæ, by pochowaæ zmar³ego. Równie¿ tych ko¶cielnych. Tata formalnie nale¿a³ do parafii w miejscu sta³ego zameldowania, ale chcia³ byæ pochowany w swej rodzinnej wsi, gdzie spêdza³ wiêkszo¶æ roku. Musia³em uzyskaæ zezwolenie z tej pierwszej parafii. Czekaj±c (wrêcz czyhaj±c) na ksiêdza, weszli¶my do ko¶cio³a. Akurat by³ ¶lub. Kiedy m³oda para przysiêga³a sobie wierno¶æ i uczciwo¶æ ma³¿eñsk± i ¿e siê nie opuszcz± a¿ do ¶mierci, poca³owa³em Danê w usta. ¦wiadkiem nam by³ Polski Fiat 125p, czekaj±cy na nowo¿eñców. Pogrzeb taty bêdzie w czwartek. Jutro, tzn. dzi¶, chcemy pojechaæ na ma³± wycieczkê. Po pogrzebie pojedziemy do mojej ukochanej kuzynki Ewy. Od miesiêcy cieszyli¶my siê na tê podró¿. Ewa jest cudowna. Jedyny kawa³ek mojej rodziny po k±dzieli, który mo¿na bez ostrze¿enia pokazywaæ ludziom. Musimy siê pospieszyæ. Nie wiedzieli¶my, ¿e i ona zachoruje na raka. Za du¿o tego. Do ³ó¿ka, rano na dworzec. Vlárská dráha czeka... Tatusiu, tak lubi³e¶ podró¿owaæ...
pi±tek, 23 wrze¶nia 2011
godzina wilka
Obudzi³em siê nagle o pi±tej, zbudzi³ mnie dziwny sen. S³ysza³em w nim s³owa stav pacienta je velice vá¾ný. W pó³¶nie opowiedzia³em Danie ten sen. D³ugo mnie tuli³a. Czu³em, ¿e chcia³bym jechaæ do szpitala za tat±. Nagle spyta³em Danê, o której godzinie siê urodzi³a. Godzina wilka - to z filmu - nad ranem, nim wstanie dzieñ, wtedy ludzie rodz± siê i umieraj± - powiedzia³em, co mi nagle przysz³o na my¶l. Poszli¶my do kuchni na herbatê. Kiedy ponownie zasypiali¶my, poczu³em, ¿e niepokój, który wype³nia³ mnie od wczorajszego wieczora, odp³ywa gdzie¶ w dal, a w jego miejsce pojawi³ siê smutek. Ko³o siódmej zadzwoni³a lekarka ze szpitala. Tata zmar³ podobno o szóstej.
poniedzia³ek, 19 wrze¶nia 2011
udar :-(
Obraz taty, jaki zobaczy³em w niedzielê rano, by³ przera¿aj±cy. Sonda ¿o³±dkowa, w niej skrzepy krwi, bulgoc±cy szybki oddech. W koñcu dodzwoni³em siê i do mamy. Tatu¶ umiera... W³a¶nie sz³a wizyta, przenie¶li go z powrotem na jedynkê i zamonitorowali. Kiedy stan taty nieco siê poprawi³, wyskoczy³em do domu na ¶niadanie, wróci³em z Dan±. Dana ¼le siê poczu³a, uda³em siê do pokoju lekarskiego, by po¿yczyæ ci¶nieniomierz. W cztery oczy z lekark± rozmawia³o siê ca³kiem mi³o. Potem, po po³udniu, kiedy by³em przy ojcu sam, przysz³a do mnie na chwilê, spyta³a jak± mam specjalno¶æ. Mówili¶my naturalnie i o tacie. Zrobili mu znowu tomografiê g³owy, wysz³o ognisko udarowe. Niedokrwienne czy krwotoczne? - spyta³em. Pani doktor posz³a po historiê choroby. No tak... Leczenie obu postaci udaru jest, jak siê ³atwo domy¶liæ, diametralnie inne. Zreszt± powiedzia³a otwarcie, ¿e konsultuj±cy neurolog nie wprowadzi³ ¿adnego leczenia przeciwudarowego. Tata jeszcze wczoraj reagowa³ cichym mruczeniem na moje s³owa. Dzi¶ jego oddech by³ spokojniejszy, ale nie zauwa¿y³em ¿adnej reakcji na przejawy mojej obecno¶ci. Tatusiu, czy to ju¿ koniec?
sobota, 17 wrze¶nia 2011
odp³yw nadziei
Dy¿ur w przychodni, spokój. Od rana próbowa³em siê dodzwoniæ na oddzia³, gdzie le¿y tata. Wczoraj by³ senny, nie otwiera³ oczu, ale pozna³ mnie, reagowa³ na moje s³owa, wspó³pracowa³ przy goleniu. Wieczorem rozmawia³em z lekarzem dy¿urnym. W³a¶nie wezwali neurologa, zastanawiali siê, czy to reakcja na lek nasenny, podany poprzedniego wieczora. Pod wieczór wreszcie siê dodzwoni³em. Tata mia³ trudno¶ci z po³ykaniem, dosta³ sondê do ¿o³±dka. Na pierwszy plan wysunê³y siê objawy neurologiczne. Lekarka te¿ jest zmartwiona jego stanem. Zaraz po dy¿urze jadê do taty. Bojê siê. On pewnie te¿.
¶roda, 14 wrze¶nia 2011
³yk optymizmu
Z tat± jest lepiej. Spadek p³ytek krwi móg³ byæ spowodowany niekorzystn± reakcj± szpiku na antybiotyk. Wczoraj jednak nogi siê pode mn± ugiê³y: ³ó¿ko taty puste, rzeczy zabrane. Nie, po prostu go przeniesiono do innej sali, z jedynki z monitoringiem do zwyk³ej, trzyosobowej. Jeszcze dzieñ wcze¶niej tata prosi³ mnie wieczorem, bym przy nim zosta³. Boi siê ¶mierci? - pomy¶la³em. Nie, ba³ siê wieczornej wizyty. Akurat przyszed³ m³ody lekarz, pozwoli³ nam zostaæ. Tata siê boi pana ordynatora... No, to mo¿e pan odetchn±æ, szef ma dwa tygodnie urlopu. ... ja te¿ sobie odpocznê - wyrwa³o siê lekarzowi. Tata dosta³ materac przeciwodle¿ynowy. Widaæ, ¿e o niego dbaj±. Tym lepiej, im czê¶ciej go odwiedzam. Wczoraj by³ u niego neurolog, bo tata ma wyra¼ne trudno¶ci z mówieniem. Tylko dlatego, ¿e poprosi³em o tê konsultacjê. S³yszy i rozumie bardzo dobrze. Pewnie us³ysza³ te¿ uwagê o uporczywej terapii, wypowiedzian± przez jedn± z pielêgniarek, gdy mêczy³y siê z za³o¿eniem mu wenflonu. Uporczywa terapia - to pojêcie ze s³ownika dzia³aczy hospicyjnych. Nie nale¿y sztucznie przed³u¿aæ ¿ycia (czyli umierania) ludzi bêd±cych w stanie terminalnym. W sumie racja, ale trzeba te¿ liczyæ siê z tym, ¿e do pó³przytomnego pacjenta dociera wiêcej s³ów, ni¿ siê gruboskórnym opiekunom wydaje. A stan taty jeszcze nie jest terminalny. Mam nadziejê.
niedziela, 11 wrze¶nia 2011
DIC
Pe³en lêku zagl±dam do pokoju taty. Nie, ³ó¿ko nie jest puste. Poznaje mnie, ale nic nie mówi. Jest bardzo s³aby. Pytam lekarza dy¿urnego o wyniki taty. Kreatynina i hemoglobina s± lepsze, ni¿ s±dzi³em. Wcale mnie to nie cieszy, po prostu tym razem za³amanie nast±pi³o gdzie indziej. P³ytek krwi ma tylko 11 tysiêcy. Chyba najbardziej siê ba³em w ostatnich dniach uogólnionego zaka¿enia: tata od dobrych 10 dni mia³ codziennie dreszcze i skok gor±czki. DIC - to zu¿ycie czynników krzepniêcia krwi, dochodzi do niego w w³a¶nie w ciê¿kich zaka¿eniach i nowotworach. Tata ma dostaæ koncentrat p³ytek krwi. Antybiotyk dosta³ ten sam, który w domu podawa³em przez tydzieñ, bez specjalnego efektu, choæ zgodnie z antybiogramem. Do leczenia taty podchodz± starannie, ale chyba tradycyjnie zignorowali wywiad, zebrany ode mnie przy przyjêciu. Informacja o dotychczasowej antybiotykoterapii najwyra¼niej gdzie¶ siê rozp³ynê³a. Gdybym sam pisa³ skierowanie, zawiera³oby i te dane. Nie czas na ¿ale, ¿e kto¶ mnie zlekcewa¿y³. Niech lecz± tatê jak najlepiej potrafi±. |
Archiwum
O autorze
Ostatnie wpisy
Zak³adki:
... mo¿na do mnie napisaæ...
Dla wybranych
Jak mi siê nie chce pisaæ, to czytam...
Medycy bloguj±...
Medycy(na im siê marzy)
Mùj èeský ¾ivot
Nie wpuszczaj± dra_b...
Oni komentowali dra_blogera...
Pan doktór po zdjêciu fartucha...
Po(d)gl±dy...
Szkoda, ¿e
nie pisz±
¦pi±? czemu nie pisz±?
Technika komputerowa
Warto czasem zagl±dn±æ...
Wêdrówki
Wokó³ roweru
Wspania³e ksi±¿ki
Zoofilia ;-)
Zosta³y ich blogi...
Tagi
Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!
|