|
wtorek, 09 lutego 2010
lodowe powitanie
Wróci³em. Podró¿ i pobyt - udane (prócz paru detali), ale... ... dzwoniê z drogi, pytam co w domu s³ychaæ. Wcze¶niej nie chcia³em, by nie psuæ sobie humoru - mama nie przepada za Dan±. Woda u mamy w rurach zamarz³a - ostatniej nocy. A tam, w Czeskiej Kanadzie, w tym czasie rêce nam do klamki przymarza³y w przedsionku wagonu. Przy piecu by³o ciep³o, ale trzeba by³o nosiæ opa³ - suche ¶wierczki z pobliskiego lasu. Nie czas na blogowanie. Idê odmra¿aæ te rury.
¶roda, 03 lutego 2010
nerwowe pakowanie...
Tak, jakby doktór kiedykolwiek praktykowa³ inne... Dodatkowo okrad³y mnie z resztek czasu dwie rzeczy: zamieszanie w przychodni wokó³ tego nieszczêsnego zwolnienia i mój piek±cy ¿o³±dek. Rano odje¿d¿a mój autobus lub poci±g (jeszcze zdecydujê siê, co wybiorê), a tu tyle rzeczy zosta³o do zrobienia. Czy w ogóle bêdê siê k³a¶æ? Na miejscu mamy byæ przed czwart± po po³udniu. Chyba sami wysi±dziemy na za¶nie¿onej stacyjce... Czeka mnie tydzieñ z Dan± w wagonie mieszkalnym na po³udniowoczeskiej w±skotorówce. Nie, nie bêdzie tam Internetu. Sieci komórkowe ju¿ dzia³aj±, ale mam nadziejê, ¿e nikt mnie nie bêdzie niepokoiæ. Czy znajdziemy w lesie do¶æ drzewa na opa³? Czy u mnie w domu w tym czasie nie zamarznie woda? Dopóki prognozy straszy³y kolejn± fal± syberyjskich mrozów, waha³em siê czy nie od³o¿yæ wyjazdu. Dana jednak mo¿e nie mieæ czasu w drugiej po³owie lutego, je¶li znajdzie pracê. 10 lutego mam mieæ najbli¿szy dy¿ur. Dzieñ wcze¶niej zaplanowa³em powrót.
wtorek, 02 lutego 2010
wrzód
Nawracaj±cy silny, k³uj±cy ból ¿o³±dka i niechêæ do jedzenia. Co to mo¿e byæ? Id±c od autobusu, przy ladzie aptecznej piszê sobie receptê na omeprazol, lek przeciwwrzodowy. Na studiach uczy³em siê o nim jako o wielkiej nowo¶ci, dzi¶ zszed³ pod strzechy, piszê go co chwilê, zwykle powtarzaj±c zalecenia innych lekarzy. Teraz - wypróbujê go na sobie. Najpierw lek, potem ¶niadanie - ostro¿nie: sucharek z twarogiem i d¿emem. Potem, q~va, telefon z roboty: mam przyjechaæ. Bo wczoraj Jednej Wrednej Babie poszed³em na rêkê, wystawiaj±c zwolnienie na telefon - dla jej pracownicy, która upad³a w drodze do pracy i z³ama³a nos. Babsko by³o ca³e w skowronkach, ¿e jej to napisa³em, ale okazuje siê, ¿e poszkodowana ma inny adres, ni¿ u nas w komputerze. I otwiera pysk na ca³± poczekalniê. A to wrzód! Na tak± to nawet omeprazol za s³aby. Idê do miasta, spytam w ZUS-ie czy ma to istotne znaczenie. Nie jestem ch³opcem na posy³ki, autobus te¿ za darmo nie je¼dzi. A do telefonu powiedzia³em kilka razy: to ju¿ przekracza wszelk± miarê. Stara, dobra zasada: nie zrób komu dobrze, nie bêdzie ci ¼le.
poniedzia³ek, 01 lutego 2010
ci¶nienie
Obiad w domu ledwo zjad³em, stale mi siê co¶ po brzuchu przelewa³o. Z nerwów? Bo gryzie mnie problem ci¶nienia. I planowany na ¶rodê wyjazd do Czech - nie podoba siê ani mojej mamie, ani gospodarzom obiektu, w którym mamy siê zatrzymaæ. Honza (Jan) sam mi to zaproponowa³, ale najczê¶ciej bywa tam Franta i chyba nie jest rad, ¿e siê w jego miejsce wybieram. Po drodze na dworzec wst±pi³em do sklepu medycznego, by kupiæ lepsz± gruszkê do ci¶nieniomierza dla Dany: oryginalna siê zdeformowa³a w zbyt ciasnym pude³ku. Przy okazji chcia³em co¶ wybraæ dla przychodni. Sprzedawca by³ lekko arogancki, nie pozwoli³ mi dok³adnie obejrzeæ ci¶nieniomierza i nie mia³ zielonego pojêcia o tym, ¿e dla grubasów potrzebne s± inne rozmiary mankietów. Niestety, tak to bywa w naszym kapitali¼mie - pieni±dze robiæ - to tak. Gorzej z jako¶ci±. Gdzie ten wolny rynek? Niemi³y i niekompetentny sklepikarz powinien splajtowaæ... W przychodni zainteresowali siê wie¶ci± o sto³owym, klasycznym ci¶nieniomierzu. Ju¿ mieli podobne kupiæ na Allegro. Czyli sami wybierali, nie pytaj±c mnie o zdanie, choæ to ja siê o nie upomina³em. Normalka. Mój g³os siê nie liczy. Pacjentów od metra. I fatalnie siê czujê. Nie mogê siê doczekaæ, kiedy zrobiê sobie herbatê i zmierzê ci¶nienie. Uff... Nie jest a¿ takie wysokie. I ¿o³±dek siê uspokaja. Nerwica? Ale czy tylko?
niedziela, 31 stycznia 2010
doktór ma nadci¶nienie?
Nowiutki ci¶nieniomierz. Mankiet na rzep, ale jak siê mierzy samemu, to jednak taki jest trochê wygodniejszy. Ten bêdzie dla Dany. Trzeba go wypróbowaæ. 160/100? Chyba manometr jest ¼le wyskalowany. Jak to nowe rzeczy, miewaj± wady fabryczne... Biorê mój stary, wypróbowany ci¶nieniomierz. 160/95. No i co, doktorku? po dy¿urze
Jak zwykle, noc spokojna, ale nie wyspa³em siê. Tak samo by³o, kiedy miewa³em dy¿ury co drugi dzieñ. I nie zawsze bywa³y lekkie, bo mieli¶my na karku s³awetne Bo¿e Muszki (Boromeuszki), czyli Staruszkowo. Spanie na byle jakim wyrku okazuje siê gorsze od typowych warunków dy¿uru szpitalnego: rzadko nieprzerwany sen, ale wygodne ³ó¿ko z po¶ciel± i jaka¶ ludzka dy¿urka, gdzie mo¿na zje¶æ ¶niadanie, zostawiæ swoje rzeczy. Po powrocie do domu obejrza³em w czeskiej telewizji ulubione programy, cokolwiek przysypiaj±c. Obudzi³em siê, kiedy Trabantowi, jad±cemu przez Afrykê, odpad³a rura wydechowa. A potem w zimnym pokoju skuli³em siê na dwie i pó³ godziny pod kocem. Pozbiera³em siê dopiero na obiad. Tak zwykle wygl±da³ mój dzieñ po dy¿urze. Nie zarobi³em kroci, za to mam grzyb w piwnicy. Jak wszystko dobrze pójdzie, to w ¶rodê wyje¿d¿am na kilkudniowy pobyt z Dan±. Muszê znale¼æ dla niej aparat do mierzenia ci¶nienia. Pi³ê do ciêcia drewna opa³owego i mapê tzw. Czeskiej Kanady.
sobota, 30 stycznia 2010
nerw i wnerw
Pacjentów nie by³o wielu, ¿adnego wyjazdu. Ale z samego rana pani z dzieckiem. Co by³o dziecku? Nie pamiêtam, w sumie nic. Potem spokój, tylko parê telefonów. Starsza pani nagle zaczê³a traciæ pamiêæ. I ci¶nienie ma 100/70. Hmmm... Mo¿e pogoda? Chyba zrezygnowali, bo ju¿ drugi raz nie dzwonili. I drugi telefon: kobieta w ¶rednim wieku z nawracaj±cym nerwobólem nerwu trójdzielnego. Z tego powodu objad³a siê lekami i wymiotowa³a, d³ugo i wytrwale, teraz jest os³abiona. By³o pogotowie, da³o zastrzyk i bez zmian. Dzwoni m±¿, jest lekko arogancki, przynajmniej takie mam wra¿enie. Chcia³by, ¿eby¶my przyjechali z kroplówk±. A pogotowie odjecha³o przed 40 minutami. Mówiê, ¿e lepiej do szpitala, to siê zbada poziom potasu. A kroplówek i tak w domu nie pod³±czamy. Po kilku godzinach dzwoni znów ten sam pan, tym razem rozmowa jest w innym tonie. Prosi o poradê, w razie czego przyjedzie. Pod wieczór przy³azi dziwny pacjent Szefa (takich ma wiêkszo¶æ...) i najpierw waha siê, czy pój¶æ do mnie, potem przez kwadrans nie mogê z niego wydostaæ, czego w³a¶ciwie mu do szczê¶cia brakuje. No, nareszcie: tomografii brzucha, bo mu w USG wysz³a mia¿d¿yca aorty, a idzie na koronarografiê i w razie czego mu wszystkie rury naraz wyczyszcz±. Tak przynajmniej mu powiedzia³ jaki¶ kompan. Zanim to z niego wydusi³em, zameldowa³ siê drugi pan - z chor± ¿on±. Przepraszam mojego nudziarza, nie za to, ¿e go opieprzy³em (to pó¼niej), ale chcê zobaczyæ tê pani±, bo pielêgniarka melduje, ¿e czuje siê s³abo. Kobieta s³ania siê na nogach. Pielêgniarka pod³±cza jej kroplówkê, a ja szukam skierowania na tomograf. Z pierwszym pacjentem rozstajemy siê w zgodzie - po obustronnych przeprosinach. Wracam do pacjentki. Oboje z mê¿em s± bardzo mi³ymi i interesuj±cymi rozmówcami. Kroplówka kapie d³ugo, potem nastêpna. Nie nudzi siê nam: oboje koñcz± w³a¶nie pisaæ przewodnik po Korsyce. Pacjentka po litrze kroplówki ju¿ pewniej staje na nogi. Na drogê dajê jej skierowanie do szpitala - na wszelki wypadek. Szkoda, ¿e nie poprosi³em o kontakt z wydawnictwem. Nie wypada jednak wykorzystywaæ takich sytuacji do za³atwiania w³asnych interesów... Ten zawód zobowi±zuje do pewnej przyzwoito¶ci. Na ogó³ w jedn± stronê...
pi±tek, 29 stycznia 2010
raz na spokojnie...
Oby wiêcej takich dy¿urów. No, tfu tfu... do rana daleko. Do niedzieli te¿... Ciep³o mam, nawet dzi¶ bez polaru siedzê. Herbatka, herbatniki, komentarze na Allegro siê pisze. Trzeba zdecydowaæ, czy jedziemy z Dan± do Czeskiej Kanady (okolice miasteczka Nová Bystøice w pd. Czechach). Bo trochê siê bojê, ¿eby w domu woda nie zamarz³a. Nie, my sami nie zmarzniemy. Napalimy w piecu, przytulimy siê do siebie. Muszê Danie skompletowaæ zestaw do mierzenia ci¶nienia. Mankiet kosztuje 16 z³otych, taki porz±dny, z ogonem. Reszta siê znajdzie. Niedawno wspomnia³a, ¿e chcia³a studiowaæ weterynariê... Ech, marzenia - dopóki je mamy, jeste¶my m³odzi. Bêdzie chocia¿ mia³a s³uchawki lekarskie... G³owa doktora ³upie. Czy¿by z tego taniego wina hiszpañskiego? Albo siê ci¶nienie zmienia? Pacjentka jedna by³a, chyba histeryczka, siedzi w necie i wymy¶la sobie choroby. Doktór jej przypad³ do gustu, jak powiedzia³, ¿e jest zdrowa i raczej on dostanie zawa³u. Choæby dlatego, ¿e ona ma wiêcej estrogenów. No i wróci do doktora. Pacjenci doktora lubi±, na ogó³. To mi³o, ale na sukces finansowy siê nie przek³ada. obowi±zkowe ubezpieczenie lekarzy?
To chyba jaki¶ ¿art... Ka¿dy lekarz ma wykupiæ polisê OC? Ani my¶lê. Co mi te skurwie zrobi±? Zez³omuj± mnie? Pierdolona Trzecia Rzecza Pospolita. P.S. No fuj :-/ Ja siê czasem strasznie wkurzê. Ale to jest blog, ¿ywy pamiêtnik. Papa, do nastêpnego razu ;-) P.S. 2. Odpowiedzialno¶æ cywilna dotyczy wszystkich - je¶li spowodujemy szkodê, mamy obowi±zek j± naprawiæ. Niektórych ZMUSZA SIÊ do ubezpieczania siê od tej odpowiedzialno¶ci. Szczególne przypadki: - za szkody komunikacyjne odpowiada cywilnie (odpowiedzialno¶æ karna to co innego) posiadacz auta, nie kierowca. Ubezpieczenie jest obowi±zkowe. No dobrze, choæ wola³bym sam ponosiæ to ryzyko i uwa¿am, ¿e odpowiadaæ powinien kierowca. Ale WYMUSZA siê to ubezpieczenie nawet wtedy, kiedy auto jest wrakiem i nie mo¿e je¼dziæ; tym samym nie spowoduje szkód, których dotyczy ubezpieczenie. Posiadaczy nieje¿d¿±cych aut w praktyce zmusza siê do ich z³omowania albo p³acenia haraczu. Dla mnie to pogwa³cenie prawa w³asno¶ci. - odpowiedzialno¶æ cywiln± za szkody, wyrz±dzone przez pracownika etatowego, ponosi zak³ad pracy; od pracownika mo¿e ¶ci±gn±æ jego 3-miesiêczne pobory na pokrycie tych szkód. Czy¿by siê to zmieni³o? Je¶li tak, trzeba lepiej wynagradzaæ ludzi, którzy ponosz± wiêksz± odpowiedzialno¶æ.
czwartek, 28 stycznia 2010
doktór panoramuje
Na co¶ klikn±³ i doczyta³ siê, jakie to programy za darmo Microsoft rozdaje. Na przyk³ad do robienia panoram. Ten akurat jako¶ dzia³aæ nie chcia³ (bo oni czasem sprawdzaj±, czy system jest legalny, a doktór legalny ma w pude³ku), wiêc doktór ¶ci±gn±³ inny - Zoner Panorama Maker. Niestety, po miesi±cu trzeba wykupiæ licencjê (a sztuczki z przestawianiem daty podobno s± na nic - wprost pisz± autorzy) i do tego interfejs jest po angielsku. No, a program jest czeskiej firmy. Doktór za naturalny uznaje angielski tylko w DOS-ie (wiêc nawet po angielsku se napisa³ instrukcjê ekranow± do dyskietki serwisowej: for MSD press m, for Sysinfo press s). Z kolei polski jêzyk w menu telefonu komórkowego te¿ mu siê wydaje niepowa¿ny. Bo doktór nie jest ¿adnym nastolatkiem i jak ju¿ robi jaki¶ Anruf ze swojego Handy, to na serio. Na przyk³ad zza granicy pyta swoj± Mutter któr± m±kê mia³ kupiæ.
Panorama wysz³a nawet dobrze, je¶li nie liczyæ lekkiego skrêcenia i przesuniêæ w pionie. Doktorowi siê zda³o, ¿e mo¿e robiæ za statyw. A qq. Na to jest za cienki, wiêc musi robiæ za doktora. Recepta mo¿e byæ krzywa. A statyw, co se doktór do aparatu cyfrowego kupi³, i tak siê do niczego nie nadaje prócz robienia sobie zdjêæ w towarzystwie... albo i bez. Program jest niez³y, bo bez doktorowego udzia³u poradzi³ sobie z automatyk± aparatu, czy raczej z niechcianymi jej owocami: ró¿nym na¶wietleniem s±siednich zdjêæ. ¯eby tak jeszcze umia³ wype³niæ traw± czy niebem to, co obci±³ aparat, bo doktór siê chwia³, kiedy panoramê pstryka³... Niektóre fotki pocz±tkowo ¼le poskleja³, ale doktór pomóg³. Teraz doktór kombinuje jak by tu nie zap³aciæ za licencjê, a dalej cieszyæ siê programem? Powinno siê go daæ po miesi±cu na nowo zainstalowaæ. A jak nie, to s± jeszcze ine programy. Bo pinióndze to se doktór na statyw bêdzie odk³ada³. E tam, statyw porz±dny to doktór ma. Ale porz±dne nie bywaj± lekkie ani ma³e... No, na TÊ polanê to doktór statyw przytaszczy. Albo nastawi szerszy obiektyw... wtedy bêdzie margines bezpieczeñstwa.
¶roda, 27 stycznia 2010
cz³onki sztywniej±
... doktorowi - ale nie te, które powinny. Czy kto¶ ju¿ wymy¶li³ podgrzewan± mysz? Wczoraj w domu woda zamarz³a w rurach, prowadz±cych do sp³uczki. Nieprêdko odmarznie - i czy nie popêka³y? Autobus z Suchej Beskidzkiej mia³ 20 minut spó¼nienia. Przyjecha³ klasyczny Autosan, jeszcze z drzwiami na klamkê, prawie jak z PRL. Podró¿ni mówili, ¿e tam jeszcze wiêkszy mróz. Pocz±tkiem lutego planujemy z Dan± kilkudniowy wyjazd. Mamy zamówione miejsce w wagonie mieszkalnym na stacyjce kolei w±skotorowej. Ju¿ siê cieszê na strzelaj±cy w piecu ogieñ, na d³ugie wieczorne rozmowy we dwoje. W przychodni uzgodni³em grafik dy¿urów na ten czas. Dlatego zosta³em chwilê po dy¿urze i jecha³em innym kursem. A teraz trzeba i¶æ do piwnicy, by napaliæ w swoim piecu. A potem do urzêdu patentowego - z pomys³em na podgrzewan± mysz ;-)
wtorek, 26 stycznia 2010
poca³unek nieboszczyka
Rano w przychodni by³o spokojnie. Potem pro¶ba o przyjazd do wymiany cewnika. I oczywi¶cie pacjent, kiedy ju¿ siê pakowa³em: policjant. Taki ludzki, z drogówki, wiêc trzeba to by³o doceniæ. Porz±dnym ludziom nie daje mandatów za jakie¶ g³upoty. Jedziemy do tego cewnika. Po drodze telefon: rodzina pana O. pilnie nas wzywa. Znam go: po piêædziesi±tce, uszkodzenie mózgu po zawale serca. Zmiana trasy. Szybciej! Biegiem! Jest nieprzytomny? To dlaczego nie wezwali¶cie erki?! Bo my wam p³acimy 40 z³, to chcemy swojego doktora. Pan O. le¿y na ziemi, bez oznak ¿ycia. Zaczynamy reanimacjê - ja i kierowca. Usta - usta, masa¿ serca. Wezwijcie erkê. Jechali¶my do wymiany cewnika i nie mamy nic prócz naszej ¿a³osnej walizki wyjazdowej. Po kilku minutach wpada ekipa reanimacyjna. Gdzie mogê siê umyæ? W lustrze widzê, ¿e na brodzie mam ¶luz i czê¶æ ¶niadania pana O. Erka odje¿d¿a. Kierowca idzie po kartê zgonu.
poniedzia³ek, 25 stycznia 2010
jutro do roboty
Od rana, 8 godzin za 70 z³otych. Na czarno, nic z tego nie idzie na ZUS. Po po³udniu dy¿ur. wredny grzyb!
Nawet nie wiem, jak siê zowie, po czesku to døevomorka. W piwnicy mam ju¿ dostêp do zasobów drzewa, wiêc biorê siekierê. Le¿a³a na pieñku, który zaatakowany zosta³ przez grzyb. Dobrze, ¿e j± wypróbowa³em, lekko uderzaj±c o pieniek. Drzewce siê rozpad³o, klinga jest pokryta skorupami rdzy. Co ciekawe, w tej piwnicy nie jest specjalnie wilgotno, a grzyb pojawi³ siê tylko w tym jednym miejscu. Jeszcze raz: przyk³ad, co z moim ¿yciem, z moim domem zrobi³a ta praca w przychodni. Albo po dy¿urze, albo na dy¿ur. Wszystko zaniedba³em. Grzybie, masz ze mn± na pieñku. Poszukam sobie informacji o twojej fizjologii. Bo jeste¶ potê¿nym przeciwnikiem. Muszê odkryæ, gdzie masz s³aby punkt.
niedziela, 24 stycznia 2010
minus 20
Tyle by³o rano. I niewiele brakowa³o, a woda by nam zamarz³a. Doktór prowadzi nocny tryb ¿ycia (jak koty i Adolf Hitler), wiêc jeszcze przed trzeci± by³ na nogach. Zanim wlaz³ pod ko³drê, spu¶ci³ wodê w kiblu. No i co¶ niemrawo siê dolewa³a, wiêc odkrêci³ kran nad wann±, dopóki nie pop³yn±³a normalnym strumieniem. Potem doktór wskoczy³ pod zimn± ko³drê. Trochê siê czu³ jak w aucie, ale w ³ó¿ku przynajmniej nie ma problemów z uruchomieniem silnika i zaparowywaniem szyb. Rano doktór siê budzi jeszcze przed godzin± 10 i postanawia obejrzeæ swoje ulubione programy krajoznawcze w czeskiej TV. Ale najpierw idzie do ³azienki. A tu woda po kropelce... Rodzicielka oddali³a siê za religijn± potrzeb±, niepomna doktorowego zarz±dzenia, ¿e trzeba wodê spuszczaæ*). No, doktór o tym mawia explicite tylko w kontek¶cie wieczora. Telewizor idzie, woda te¿. Po kropelce, ale w koñcu popuszcza. To tak, jak ze s³abym odbiorem w radiu... lub z tl±cym siê ¿yciem. Trzeba zrobiæ wszystko, by te ¶ladowe przejawy nie usta³y. Tutaj akurat nie ma ¿adnych dylematów: po prostu odkrêciæ i czekaæ. Telewizja nie zmieni³a ramówki i po ciekawostkach czeskich nadaje reporta¿e ze ¶wiata. W Gruzji czcz± swojego s³awnego rodaka, który raczej jest znany pod pseudonimem Józef Stalin. Prawie w ka¿dej miejscowo¶ci ma pomnik, jest kilka prywatnych muzeów. Mimo, ¿e dla Gruzji nic specjalnie nie zrobi³, póki by³ przy w³adzy. Gruzini s± z niego dumni, jak Polacy z Ma³ysza. Albo z Jana Paw³a II. Te¿ im za ¿ycia pomniki postawili. Doktór nie gorszy. Pomnik trwalszy od spi¿u sobie stworzy³, bloguj±c. A do spi¿arni te¿ czasem zagl±da. *) spuszczenie wody powoduje nap³yw ¶wie¿ej porcji z g³ównego ruroci±gu, zakopanego na g³êboko¶ci, gdzie nawet w najwiêksze mrozy temperatura jest dodatnia
sobota, 23 stycznia 2010
mro¼na sobota
Siedzê w domu i kurczê siê z zimna. Utorowa³em drogê do piwnicy, ale to nie wystarcza, by przynie¶æ opa³. Zapomnia³em, jak wiele rzeczy do tej piwnicy wepcha³em. No i jeszcze grzyb siê chwyci³ pieñka, na którym r±ba³em drzewo. Przy okazji uszkodzi³ radio, oparte na nim. Okienko nie zabezpieczone, bo nie mo¿na by³o doj¶æ. Znów za wcze¶nie ta zima przysz³a. Za PRL bywa³o inaczej. Mama w swoim pokoju u¿ywa grzejnika elektrycznego, w kuchni jest gazowy. Tylko w du¿e mrozy trzeba ogrzewaæ i mój pokój - czyli dot±d jako¶ bez opa³u sobie radzi³em. I dlatego droga do piwnicy zaros³a. Tylko gdzie ja te wszystkie graty dam? Strych przepe³niony, wypada³oby go raczej rozlu¼niæ, bo w kilku miejscach dach przecieka i nie mam jak doj¶æ. Nawet nie wiem, jakie szkody tam powsta³y. Przez dobre dwa lata by³em bardzo obci±¿ony prac± w przychodni - czasowo, bo luzy by³y, ale trzeba by³o tam siedzieæ. Od czerwca, po powrocie z urlopu - ca³kowicie naopak, czyli mnóstwo wolnego. To dlaczego nie odrobi³em zaleg³o¶ci w domu? Nie mo¿na ju¿ zwalaæ winy na brak czasu. Marazm. To obezw³adniaj±ce uczucie niemo¿no¶ci. Dom, w którym mieszkam z rodzicielk±. Grzyb, który mi zniszczy³ kawa³ warsztatu. Uszkodzone auto na podwórku. Ucieka siê od tego i w my¶lach, i fizycznie - na wycieczki, na vandry. No i przysz³a zima. Wredna taka, kapitalistyczna. Socjalistyczna zaskakiwa³a tylko drogowców. Rêce marzn±, ¿e a¿ chce siê wyæ. A kiedy do roboty? Wuj wie. A mo¿e nawet nie wie. Skoro mowa o wujach: ponad 3 doby minê³y od wyjazdu na pogrzeb wujka. Wygl±da na to, ¿e trup o¿y³. W grobie??? E tam. To nie gazeta Fuckt. W telefonie Siemens C25. Bateria by³a niby do niczego, a po na³adowaniu przed wyjazdem na pogrzeb - dzia³a do teraz. Telefon z roku 1999, najnowszy i najmniejszy, jaki posiadam. Przynajmniej z tych, które nadaj± siê do u¿ytku. Ale nie podoba mi siê. Jak kto¶ mia³ Siemensa S10, byle co mu nie podejdzie. Mia³? Ma, nawet kilka, z tego dwa zupe³nie dobre. Nie pracuj± w pa¶mie 1800 MHz, ale to stwarza problem tylko w Pradze. I chyba w Hodinínie, bo tam te¿ doktór nie móg³ siê zalogowaæ do swojej sieci 230-03, czyli wówczas Oskara. A by³o to podczas wyprawy rowerowej latem 2001. Ech, w tym roku trzeba wreszcie na porz±dn± wyprawê siê wybraæ. I chyba ju¿ na nowym rowerze. Taka jazda próbna i docieranie - jakie¶ 500 km po Czechos³owacji. Przed wypraw± pod has³em Dubrovnik.
pi±tek, 22 stycznia 2010
zimowy marazm
... sp³yn±³ dzi¶ na mnie i na Danê. A pogoda taka ³adna - przynajmniej u mnie: s³onecznie... ale mro¼no. Z powodu tego zimna nie bardzo chce siê cokolwiek robiæ. Drogê do piwnicy jednak utorowa³em. Trochê w piecu napali³em, ale jeszcze nie piwnicznymi zasobami. A tu trzeba korzystaæ z wolnego czasu, by na wiosnê ju¿ w mig móc wyskakiwaæ na rower czy w góry. No i nie by³oby ¼le odgraciæ pokój, w którym mog³aby spaæ Dana. Niestety, nie wyobra¿am sobie, ¿eby¶my tam mogli spaæ oboje. Dopóki moja mama jest w domu... A my z Dan± nigdy jeszcze nie spali¶my w ³ó¿ku. No, przynajmniej mamy siê na co cieszyæ. Ja - dodatkowo na jej ©kodê 105. I to nieprawda, ¿e do Niemiec wolno tylko z katalizatorem. Inna rzecz, ¿e tak skorodowanym autem bym siê tam nie odwa¿y³ jechaæ. A Dana? Mog³a dostaæ za darmo ³adn± meblo¶ciankê, ale krewny, który mia³ jej pomóc w transporcie, nawali³. Mia³a dzi¶ kiepski humor. Ogarnia mnie w tym domu poczucie niemo¿no¶ci. Jakbym to sk±d¶ zna³...
czwartek, 21 stycznia 2010
znowu zmiana
... w moim grafiku na najbli¿sze dni. Dzwoni³ Tadeusz, ¿e przeziêbiony i nie pojedzie tam, gdzie chcia³ (pewnie na narty, to nie jest grzech...). Poprosi³, czy mo¿e anulowaæ zmianê: mia³em wzi±æ jutro ca³y dzieñ z dy¿urem - do soboty rano, co mi siê specjalnie nie u¶miecha³o. Dziwna ta nasza praca: jak cz³ek chory, to chodzi do niej rad. Bo w domu szkoda czasu na chorowanie. I na przegl±danie aukcji. Nie muszê rano wstawaæ. To fajnie, nie przepadam, przyzwoici ludzie nie wstaj± przed godzin± 10. Trzeba bêdzie za to napaliæ w piecu (w robocie jest ogrzewanie pod³ogowe, nogi nie marzn±, choæ temperatura jest taka sobie). Dana lubi piece kaflowe. Ja te¿, ale ciep³e ;-) szewska pasja
... doktora ogarnê³a po telefonie z roboty. Za¿±da³ od rodzicielki nici, ig³y i naparstka, bo pasek od doktorskiej torby wisia³ ju¿ na w³osku. Szew pu¶ci³. Lepiej by³o przyszyæ na maszynie, ale ile by za tak± us³ugê kto¶ wzi±³? A szewska pasja po telefonie z roboty? Szef udaje, ¿e nic nie wie. Albo naprawdê nie wie? Trzeba bêdzie w koñcu z szefostwem pogadaæ. Bo bezczelno¶ci nie da siê wzi±æ na przeczekanie. Nie ust±pi. Gdzie tam! Pójdzie jeszcze dalej. Szczegó³y? Ha, tu jest problem tego blogu. Czytuje go Dana i kto¶ z roboty. Staram siê nie raniæ Dany, bo to dla mnie wa¿na osoba (choæby nie by³a, nie chcê raniæ niewinnych...). Ale w robocie - to te¿ wa¿ne dla mnie persony (i niekoniecznie niewinne). Jak Bin Laden dla CIA. Z tym, ¿e ten ostatni jest raczej straszakiem, ni¿ realnym zagro¿eniem.
¶roda, 20 stycznia 2010
pogrzeb wujka
To by³ g³ówny punkt mojego dnia. Dobrze, ¿e nie musia³em siê zwalniaæ z roboty. Rano wyskoczy³em na czesk± pocztê, ale... wype³nione blankiety przekazów bankowych zosta³y na stole. A jedna z dwu paczek nie nadesz³a. Czyli: w sumie szed³em zbytecznie. A teraz brak czasu, by siê w spokoju przebraæ. W pó³ drogi z okna autobusu spogl±dam na skoczowski dworzec. W lecie bêdzie 31 lat od mojej pierwszej wyprawy rowerowej w Polskê. Wtedy nadci±ga³a burza, niebo by³o sine; schowa³em siê pod wiat± dworca. Na jego p³ycie sta³y niebieskie Jelcze i kilka odstawionych przyczep do nich. Ale poza taborem w³a¶ciwie nic siê na tym dworcu nie zmieni³o. Ten sam megafon (przynajmniej od zawsze tak samo brzmi...). 31 lat minê³o jak z bicza strzeli³. Co bêdzie za nastêpne 31? Czy bêdê jeszcze je¼dzi³ na wyprawy? Tato... taki dzi¶ wygl±da³e¶ zmizernia³y. Dlaczego odtr±ci³e¶ mnie, kiedy zacz±³e¶ szlochaæ w ko¶ciele, a ja po³o¿y³em rêkê na twoim ramieniu? Na cmentarzu by³o przejmuj±ce zimno. ¬le oceni³em pogodê, w po¶piechu wracaj±c z poczty. Tata da³ mi swój szal. Urszula, córka zmar³ego, mówi co¶ nad otwartym grobem, patrz±c w dó³: tato... Po drugiej stronie grobu stoi kilkunastoletni ch³opak. To syn mojej drugiej kuzynki. Widzê go po raz pierwszy. Raz rozmawia³em z nim przez telefon, kiedy mój tata le¿a³ w szpitalu po wypadku w maju. Nie wzi±³em aparatu. Poprzednio na tym cmentarzu by³em na pogrzebie babci. Kuzynka by³a m³oda, zgrabna, u¶miecha³a siê, ¿e pstrykam w³a¶nie j±. Trzyma³a za rêkê ma³ego ch³opczyka. To by³ jej pierwszy syn. Niedawno zgin±³ - samobójstwo? Z cmentarza jedziemy do zajazdu. Atmosfera siê zmienia: ju¿ pogrzebali¶my wujka, zosta³ na lodowatym cmentarzu. Na nas czeka pyszny, gor±cy rosó³. Rozwi±zuj± siê jêzyki. Kuzynki Iwony, która straci³a syna, nie widzia³em chyba od czasu pogrzebu babci. Gdyby nie nasza-klasa, nie mieliby¶my ¿adnego kontaktu. Kiedy wcze¶niej zmar³ jej syn, nie mia³em odwagi zadzwoniæ. Ju¿ pora siê ¿egnaæ. Do nastêpnego pogrzebu?
wtorek, 19 stycznia 2010
zaburzenia rytmu
Dzi¶ rano po dy¿urze zosta³em w przychodni. Tadeusz prosi³ mnie o zastêpstwo, pewnie pojecha³ na narty. Tradycyjnie siê nie wyspa³em i tradycyjnie z powodu porannych ha³asów. Potem by³ spokój. Niemal do koñca. Przysz³a pani, któr± Tadeusz skierowa³ na EKG. Badanie zrobione w trybie automatycznym, za krótki zapis. A pacjentka mia³a zaburzenia rytmu. Skierowa³em j± ponownie do naszej g³ównej siedziby, do której mia³em wróciæ na koniec dziennej szychty. No i wracam. Najpierw b³ogi spokój, potem pacjentka na to EKG. Pielêgniarka prosi mnie, bym przestawi³ aparat na inny tryb zapisu. Ona siê boi, bo Szef nie pozwala (wprawdzie nie powiedzia³a tego wprost, ale wiem...). Tyle razy siê upomina³em o instrukcjê obs³ugi tego sprzêtu... Nikt nie wie, jak w nim nastawiæ datê. Ja chocia¿ przekre¶lam tê b³êdn±, któr± aparat drukuje. Ha, zapis jest teraz miarowy... Zaczynaj± siê schodziæ do mnie pacjenci. Teraz, jak wreszcie po 24 godzinach mam i¶æ do domu... I do tego jeden z wnioskiem o sanatorium. No szlag! Przychodzi Tadeusz. I pyta przez pielêgniarkê, ilu mam jeszcze pacjentów i kiedy zwolniê jego komputer... Jestem zbyt zmêczony, by porz±dnie wybuchn±æ. Ostatni pacjent odwozi mnie na dworzec autobusowy. Jutro jadê na pogrzeb wujka. Kiedy do roboty? Zale¿y od widzimisiê mojego pana i w³adcy. Panowie, panowie, bydziecie panami, ale nie bydziecie panowaæ nad nami...
poniedzia³ek, 18 stycznia 2010
ciekawy dzionek
Najpierw telefon; o dziwo ju¿ o 8.30 by³em w miarê trze¼wy. Nazwisko dzwoni±cego trochê mnie podra¿ni³o, bo podobne do nazwiska mojego szefa, ale to jednak porz±dny cz³owiek telefonowa³. Bardzo porz±dny: mi³o¶nik starych samochodów, potrzebuje rady - czy oferowane na Allegro stare w³oskie radio samochodowe jest odpowiednie do Fiata Multipla. A sk±d siê o mnie dowiedzia³? Otó¿ wie¶æ gminna g³osi, i¿ w mie¶cie X mieszka doktór, co tym sprawom rozumie. No, nie¼le. W koñcu na czym¶ siê ten doktór znaæ powinien, skoro medyk z niego nietêgi. A zaraz potem doktór mejla dosta³. Niby od banku PKO, ¿e co¶ tam nie gra i trzeba siê zalogowaæ na stronie... podaæ PIN. Doktór jest wyczulony na wszelkie niecnoty kapitalizmu, wiêc od razu za telefon chwyci³ i do rzeczonego banku dzwoni. A oni, ¿e najlepiej napisaæ zg³oszenie na formularzu kontaktowym, bo to ewidentne oszustwo. A, fajnie... Ten formularz to raczej ma s³u¿yæ do pytañ o us³ugi banku (oni se na to mówi± produkty), wiêc czort wi, kiedy wiadomo¶æ do nich dotrze. Doktór jak siê zawe¼mie, to lubi sprawy do koñca doprowadziæ, wiêc dzwoni na policy±. A policya, jak to policya, bardzo uprzejma. Tylko nie wie, czy dosz³o do naruszenia prawa. I lepiej zadzwoniæ do sekcji takiej a takiej... ale numer nie odpowiada. Za chwilê doktór drugiego takiego samego mejla dostaje. Ani chybi zmasowana akcja oszustów. Ciekawe, ile kont wyczy¶cili.
niedziela, 17 stycznia 2010
doktór pracuje
Porz±dki robi. Popali³ w piecu co mu przeszkadza³o w doj¶ciu do piwnicy: pud³a tekturowe, styropiany. Takie gorsze. Nawet takowe mog± byæ u¿yteczne (jak siê zacznie graty up³ynniaæ przez Allegro), ale przenoszenie wszystkiego tam i z powrotem cokolwiek doktora wnerwi³o. Szkodliwo¶æ spalania odpadów? Doktór w robocie wdycha dym tytoniowy. Wystarczy. Ciep³o trochê siê w pokoju zrobi³o, to doktór nabra³ chêci do pracy. Wypoczywaæ bêdzie jutro, w robocie. W koñcu od tego jest dy¿ur...
sobota, 16 stycznia 2010
zagadka mokrej ¶ciany
W nocy ¼le siê wyspa³em, choæ nie by³o ¿adnego wezwania. Poranna zmiana od razu zaczê³a tak jazgotaæ, ¿e nieboszczyka by wyrwa³a z grobu. Odespa³em w domu, z przerw± na wkurw, bo mnie zbudzili. Potem wyskoczy³em do miasta, by kupiæ przecenione karty pamiêciowe do aparatu. Jak szybko dewaluuj± siê ich pojemno¶ci... A mój Kodak nie toleruje kart SDHC. Zreszt± wolê wiêcej ma³ych kart. Byle ich na d³ugiej wyprawie nie nosiæ razem z aparatem... W najgorszym razie zostanie mi wiêkszo¶æ zdjêæ. Potem d³ugo penetrowa³em Castoramê. Wola³bym co¶ innego na ¶cianê powiesiæ - w miejsce sple¶nia³ej maty. O dziwo, taniej wychodzi chodnik dywanowy, ni¿ mata z klepek. No, najtañsza by by³a karimata... Ale dlaczego dó³ tej mojej maty tak moknie? ¦ciana obok, kiedy dzi¶ siê temu przygl±da³em z bliska, te¿ nie jest ca³kiem sucha. Czasem czytam reporta¿e, w jakich strasznych warunkach ludzie ¿yj±. I wrzeszcz±, ¿e ma im pomóc pañstwo. Ja muszê sobie pomóc sam. Ci tak zwani biedni ludzie nieraz maj± rzeczy, na które ja sobie nie pozwolê, a za biednego siê nie uwa¿am. Co nie znaczy, ¿e swoje wynagrodzenie uzajê za godziwe, ale to ju¿ inna para kaloszy.
pi±tek, 15 stycznia 2010
wredny pacjent, wredny doktór?
Od rana by³em obra¿ony na ¶wiat, ¿e muszê jechaæ do roboty i do tego jeszcze pracowaæ. Nie by³o jednak tak ¼le: przychodzê po ósmej, a poczekalnia pusta. Mo¿na zaparzyæ hebatê i odpocz±æ po trudach dojazdu. Trochê mi flaki wytrzepa³o, bo szofer ognisty, a siedzia³em z ty³u. Po dziesi±tej idê do naszej drugiej przychodni. Prawie luzik. Potem telefon: trzeba stwierdziæ zgon. Anna K.? Chyba jeszcze przed ¶wiêtami wie¼li¶my j± do szpitala z objawami udaru mózgu. Znaleziona wtedy w kuchni, teraz le¿y pod ca³unem w pokoju; na stole pal± siê ¶wiece. Wyjmujê latarkê, tê od Ewy Drzyzgi. Wyk±pana w zupie, sypiaj±ca ze mn± w ¶piworze. Jak Kombi w nocy wyl±dowa³o w rowie, te¿ mi ¶wieci³a. Teraz ¶wiat³o ¿arówki pada na ¼renicê pani Anny. Ju¿ nie reaguje. Nie, LED-y to jednak nie to. ¦wiat³o ¿arówki jest bardziej skoncentrowane. ...co za ciul kserowa³ ten formularz? Na odwrót. Dobrze, ¿e mam drugi. Jeszcze raz sprawdzam PESEL zmar³ej. Oddajê druk, sk³adam rodzinie kondolencje. Karetka nawróci³a. Mo¿emy jechaæ. Pacjentów ju¿ tylko paru, kupka recept. I pakujê siê, bo dochodzi trzecia, a w przychodni, do której wracam, umawiaj± mi zwykle pacjentów od drugiej. A tak by siê chcia³o co¶ wreszcie zje¶æ po powrocie na stare dy¿urowe ¶mieci. Jakie¶ auto zaje¿d¿a, furgonetka. Wy³azi gruby facet w czerwonym uniformie. Prawie jak ratownik medyczny. Co¶ niezbyt m±drze gada do rejestratorki, a ja stojê przy drzwiach ze spakownym lapem... i burcz±cym brzuchem. Pokazuje mi wyniki, niechêtnie je przegl±dam. Czy mo¿emy spokojnie porozmawiaæ? Jestem g³odny i idê sobie spokojnie usi±¶æ na rynku - mówiê zgry¼liwie... i idê na pobliski rynek, odgarniam lód, siadam i jem kanapki. Po chwili wracam, rejestratorka mówi, ¿e to pacjent roszczeniowy i pewnie siê bêdzie wyk³óca³, koñczy mu siê dzi¶ zwolnienie. Poszed³ na górê, bêdzie czeka³. Ja mu poka¿ê! Wracam. Pod przychodni± stoi to samo auto dostawcze. Pacjent siedzi w poczekalni, ale nie ma w¶ciek³ej miny. Zalewam swoj± herbatê w socjalnym i proszê go do gabinetu. Niech nie czeka, choæ uruchomienie lapa zajmie kilka minut. Proszê, by w tym czasie opowiedzia³ mi o swoim problemie. Dosta³ w³a¶nie rozrusznik serca i za¿ywa leki, zmniejszaj±ce krzepliwo¶æ krwi. Przyniós³ wyniki badañ w tym kierunku i analizê moczu, bo w szpitalu mia³ objawy zaka¿enia. Widzê, ¿e nie orientuje siê w lekach, które mu zalecono: który na co ma pomóc; który braæ tylko do koñca opakowania, który na d³u¿ej. Jak czêsto badaæ krzepliwo¶æ i co oznacza wska¼nik INR. S³ucha mnie z uwag± i sympati±. Mówi o swojej pracy: by³ kurierem w firmie spedycyjnej. Ale ju¿ nie dam rady, chcê przej¶æ na rentê. ¯egna siê i szczerze dziêkuje. Widzi pan, tutaj mieli¶my lepsze warunki, by porozmawiaæ. Przepraszam, ¿e by³em dla pana tak szorstki... Ale widzê, ¿e nie ma mi tego za z³e. Po moim wyj¶ciu rejestratorka pewnie co¶ mu mówi³a, jak wygl±da mój dzieñ pracy. Jego praca wygl±da³a podobnie. Dopóki by³ w stanie je¼dziæ z przesy³kami. |
Archiwum
O autorze
Ostatnie notki
Zak³adki:
... mo¿na do mnie napisaæ...
Dla wybranych
Jak mi siê nie chce pisaæ, to czytam...
Medycy bloguj±...
Medycy(na im siê marzy)
Mùj èeský ¾ivot
Nie wpuszczaj± dra_b...
Oni komentowali dra_blogera...
Pan doktór po zdjêciu fartucha...
Po(d)gl±dy...
Po¶lij komu¶ SMS
Szkoda, ¿e
nie pisz±
¦pi±? czemu nie pisz±?
Technika komputerowa
Warto czasem zagl±dn±æ...
Wêdrówki
Wokó³ roweru
Wspania³e ksi±¿ki
Zoofilia ;-)
Zosta³y ich blogi...
Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!
|